anegdoty - różności, czyli jakie są hovki
Dobry wieczór,
Z wieloma osobami z tego forum znamy sie od dawna nie tylko wirtualnie
ale i osobiscie, więc nie będe się na swoj temat rozpisywac. Dla
tych, którzy mnie nie znaja powiem tylko, że mam jedynego chyba
czarnego niufa wsród hovawartów - Don Diego Pałacowe Piekności
w domu zwanego Hooverem.
Hoovru, jak przystało na niufa, najbardziej ceni sobie w życiu
świety spokój, wygodę, smakowitą miskę oraz towarzystwo miłych
kolezanek. Kolegów toleruje dopóki nie zakłócaja mu swietego spokoju,
nie wyjadaja z miski i nie podrywaja kolezanek.
Jesli chodzi o szkolenia to uwielbia wyłacznie płynące z nich
apanaże, czyli smakołyki. żeby je dostac czasem jest gotów nawet
wykonac komendę "siad", chociaz zdecydowanie preferuje
"waruj, a szczególnie waruj - zostań." (byle na długo)
Do pozoranta ma stosunek pozytywny dopóki ten zbyt głosno nie
krzyczy i nie macha mu przed nosem pałką. Wtedy zmuszony jest
odwrócic się do niego tyłem.
Tropienie - owszem bardzo ciekawe zajęcie, pod warunkiem, że prowadzi
do suczki z cieczką. Wtedy ilość i kierunek załamań nie ma najmniejszego
znaczenia.
Humor czasem psują mu dwa maluchy, szpic miniaturowy Conti i interchampion
Sprocket, bo podkradaja mu kości, chowaja u niego w poslaniu,
a potem nie daja mu tam wejść. Na szczęście w ich 'budkach"
zawsze można znaleźć cos na pocieszenie.
Pozdrawiamy serdecznie,
Dorota Hoover, Conti i Sprocket.
|
Mielismy z Hooverem ciekawe zdarzenie.
Bawilismy sie nasza pileczka na sznurku kiedy stala sie rzecz
straszna, pilka wywlekla sie ze sznurka. Hovawart zdebial cos
sie nie zgadzalo. Za sama pilka nie chcial biegac sam sznurek
to tez nie bylo to.Raz bral do pyska pilke drugi sam sznurek.
Kladl pilke na sznurek moze sie sam nawlecze. Wiec chyba Hovawart
jest konserwatysta wszystko musi byc zawsze tak samo, zmiany sa
nie mile widziane.
Marcin |
A jeszcze sie dzisiaj pochwale, jakie Huvru
ma wrodzone prawidlowe! zdolnosci obronne. Otoz szlismy sobie
nad jeziorkiem o 9 wieczorem, kompletne ciemnosci. I nagle Huvru
zorientowal sie, ze w krzakach ktos sie czai, jakis facet. Zaczal
go obszczekiwac, okrazac i nie dal mu sie ruszyc.
Ale nie podlecial zeby ugryzc i nie pozwolil zrobic tego Saszce,
ktora oczywiscie koniecznie chciala uszczypac faceta w tylek.
Kiedy go odwolalam poszedl za mna, ale nie z przodu tylko z tylu,
kontrolujac jeszcze sytuacje.
I co jeszcze ciekawsze, kiedy za jakis czas z krzakow niespodziewanie
wyszedl straznik miejski, Huvru udal ze go nie widzi. (Znowu w
przeciwienstwie do Saszki, ktora chociaz tego chciala uszczypnac
w tylek) Mowie Wam, ze on czuje ciezar tego championatu, dlatego
taki sie zrobil odpowiedzialny.
Dorota |
Dzis, juz po spacerze zapakowalm Marlota
do samochodu. Misty byla gdzies z przodu, bidula w kagancu. Nagle
dopadla ja sfora labradorow. (Mieszka ich razem 7 sztuk i co chwila
robia sobie nowa dziure w plocie zeby wymknac sie na ulice). Molestowaly
ja potwornie, staraly sie zdominowac jeden przez drugiego, skaly
na nia samce i samice. Bronila sie jak mogla (a ona latwo sie
nie poddaje - jedyny, ktory moze ja dominowac to Marlowe).
Otworzylam drzwi od samochodu liczac na to, ze bidulka wycofa
sie i przybiegnie. Zamiast tego wysiadl Marlowe. Podbiegl do tej
bandy - zjezyl wios na karku (ksiazkowo - wlasnie jestem po lekturze
" Jak rozmawiac z psem") wypial piers, warknal raz na
jednego najbardziej zawzietego i rozpedzil towarzystwo bez uzycia
zebow. Cala banda cofnela sie o dobre 3 - 4 metry i obydwa moje
psiaki raz zawolane grzecznie wsiadly do samochodu.
Marlotek powiedzial wyraznie: to moja suka i zrobie z was tatar
jesli, ktorys sie zblizy. Poskutkowalo. Zawsze w takich sytuacjach
jestem bardzo z niego dumna wiec chcialam sie wam pochwalic. Moze
pomogla tu moja postawa bo przez skore czulam, ze jatki nie bedzie
i przez caly czas bylam zupelnie spokojna.
hanka
|
Ha, tydzien temu ja Wam zazdroscilam, to
dzisiaj Wy zazdrosccie nam Mielismy CUDOWNY spacer. Zwolala nas
Monika, psy ze wszystkich swoicch miotow, taki przeglad hodowli
;-)))
Byli z miotu M: Misty, Morgan, Molly, Z miotu N : Noris i NIxon,
z miotu O : Orson i Kto (?) - Monika niech powie, bo nie wiem.
Do tego Orane, Roma i Marlow - szwagier. Wbrew obawom pogoda zrobila
sie przesliczna, a psy spacerowaly w przecudnej komitywie.
Ja co prawda balam sie jak zwykle Marlowa, juz mialam przygotowane
w myslach prosby do Hani, zeby szwagra gdzies schowala, a on bytl
po prostu super taktowny i zupelnie nieuzywajacy przemocy. Obaj
dorosli panowie od razu w kagancach. Malo tego, wyraznie unikali
sie z Morganem wzrokiem, mijali nie patrzac na siebie, a jak ktorys
na drugiego spojrzal, to ten drugi akurat od razu patrzyl na drzewa,
chmury itp. I nie bylo tak, ze to zawsze MOrgan unikal wzroku
Marlowa i przed nim uciekal, bo jak Morgan szedl na poczatku stada
i sie obejrzal , to wtedy Marlowe natychmiast sie obejrzal tez
w tyl. Jakby pytal - na kogo patrzyles, chyba nie na mnie?
Oni prowadzili jaks niesamowita gre. Kto literature czytal,
ten lepiej mogl ich obserwowac. BYl tez roczny Nixon, bez kaganca,
kawal psa. Ten miot N zdecydowanie innego gabarytu, pewnie po
tatusiu. Aga i Tomek - szkoda, ze Was nie bylo.
Ania |
Morgan jeszcze niedawno byl na koncu lancucha
pokarmowego wszystkich hovawartow swiata. U nas w domu byl nawet
za Dino,a tylko przed kotem. I niestety chyba dojrzal. Nie ma
juz do zabaw z innymi panami o podobnej posturze, bo skonczyloby
sie konfrontacja sil. Tylko suczki i jest cudownie. Jak rowniez
juz od paru miesiecy bez kaganca miedzy inne samce nie wchodze.
BO jakby co to rozdzielisz sama dwa duze psy? Uprzedzam, ze trzeba
miec naprawde refleks i sile, jak rowniez jakas wprawe. No i dziecko
sie moze mocno wystraszyc.
Moja dwuletnia Magda po takiej akcji z poprzednim psem wyprodukowala
pierwsze w zyciu zdanie "Pies jeden drugi szyja am".
Ale moze byc i gorsza trauma.
Ania
|
....... Bo wiecie co - im potrzeba roboty,
tory przeszkod, dlugasne spacery, szkolenie, dworce, lotniska,
koszary, wybuchy, bandyci do gonienia. A tak to energia sie kumuluje
i wychodzi nie tam gdzie trzeba. Chyba stworzymy spoleczna grupe
wsparcia dla ofiar nadaktywnych hovawartow....
Ania M |
... Hehe, my z Panem K jestesmy spiochy
i nawet jak z powodu jazd wstawalam rzeczywiscie wczesniej, to
tylko z oburzeniem otwieral jedno oko, gromil mnie wzrokiem i
odwracal sie tylem, mruczac pod nosem cos w rodzaju "A szlag
by cie trafil z tymi jazdami i z tym ryczacym ekspresem do kawy...".
O wylewnym powitaniu nie bylo nawet co myslec.
Julka |
Lato... Panu K jest troche jakby goraco
i pewnie dlatego jest raczej grzeczny.
A dzisiaj wieczorem mnie rozwalil, jak akurat myslalam sobie,
ze dawno nie zmalowal nic spektakularnego i nie mam co odpowiedziec,
Kedves postanowil uratowac sytuacje. Poniewaz jest dosc cieplo
(nie wiem, czyscie zauwazyli, dlatego pisze), to moim zasadniczym
strojem jest bikini (znaczy w domu, nie w miescie, prawda...).
Takie wiazane na kokardke na szyi i na plecach.
No i siedzialam sobie przy stole, czytalam ksiazke, powietrze
stalo, rtec bulgotala w termometrze, no standard. I nagle do kuchni
wszedl Pan K. Zaspanym, znudzonym krokiem zblizyl sie do mnie,
wcisnal sie miedzy stol a sciane, usiadl obok mnie, westchnal
gleboko i melodramatycznie, lypnal na mnie spode lba z takim wyrzutem,
jakbym zrobila mu jakas straszna krzywde, po czym zdecydowanym
gestem, jakby robil to codziennie, zlapal zebami za sznurek od
kostiumu, pociagnal mocno, rozwiazal, wyplul z pogarda i wydszedl
nie ogladajac sie za siebie.
A ja zostalam polnaga, bo oczywiscie kostium mi podjechal pod
brode, wyjac ze smiechu i nie mogac sie nadziwic, jakim cudem
udalo mu sie trafic od razu we wlasciwy sznurek, skoro miotalo
mi sie ich na plecach kilka i jakim cudem zrobil to wszystko tak
blyskawicznie i tak sprawnie. Nie da sie tego opowiedziec, ale
on to zrobil tak, jakby to byl jego znienawidzony obowiazek, sciaganie
mi tego kostiumu, taka mial mine niesamowita!
Julka |
| Z cyklu rozmowiki na gg: pt: "Szczerosc"
B: (1-11-2005 0:24)
To bylo w czasie odkurzania dywanow. Ja sobie odkurzam spokojniutko
i w pewnej chwili dotkne3am kaloryfera. Przeszla malutka iskierka
pomiedzy nami. Wiec sie zorientowalam, ze jestem dosyc mocno naelektryzowana
No i sobie dalej spokojnkutko odkurzam, az tu widze tego mojego
zboja zblizajacego sie z zadowolona morda i wyrazem oczu mowiacym:
- teraz bedziemy sie szarpac (w domysle: on bedzie szarpal a ja
sie mam bronic)
No i leci do mnie z tym swoim mokrym nosem a ja wrzeszcze:Nie,
NEEEE! a on oczywiscie ma to gdzies i dawaj z tym swoim nosikiem
do moich raczek biednych, pokasanych. No i go popiescilo leciutkim
pradem. Ale mial glupia mine. Od razu nabral szacunku.
K: (1-11-2005 0:29)
no i bardzo dobrze, moze mu zostanie na dluzej...
B: (1-11-2005 0:30)
... szczerze watpie.... |
| (Zima) ... zdjecia by sie przydaly... Ja chetnie
bym wstawila zdjecie (ktorego nie ma) z Pecic. Jak Kedwesz postanowil
sie przywitac z jakims psem i nie przejmujac sie Julka na drugim
koncu smyczy, poooszedl... Poniewaz bylo slisko, wiec Julka po
prostu kucnela i pojechala za swoim psem na butach ... a najlepszy
byl niezwykly spokoj na jej twarzy - rownie dobrze moglaby trzymac
w tym momencie w rece jakas ladna ksiazke ;))))))
kabanta |
(Po wakacjach)
- Kurcze, Ania wrocila, nasza guru, nasz zmniejszacz zdjec, nasz
specjalista od logowania, i zamiast trafic w sam srodek dyskusji
o cebulkach wiosennych kwiatow lub zapachu morskiej bryzy, to
musi zaczynac od gownojadow i Tarzanow (od tarzania)... Uwazam,
ze to nieladnie z naszej strony...
Moj nie je kup (odpukac, o matko...), ale zdarzylo mu sie wytarzac
raz czy dwa... Ale jak skumal, ze konczy sie to kapiela, zarzucil
te rozrywke na rzecz symulowania tarzania. Bardzo bawi go ten
moment, kiedy rzuca sie na plecy, na czysta, sucha trawe, a ten,
kto jest z nim akurat na spacerze pedzi ku niemu z rozwartymi
ramionami, potem przypomina sobie, ze trzeba biec w przeciwnym
kierunku, wiec hamuje w miejscu wzbudzajac tumany kurzu, zawraca
i biegnie z rozwartymi ramionami w druga strone wrzeszczac przez
ramie:
- "Nie!!! Nie!!! Pileczka, pileczka! Ringo! Ciacho! Biegamy!
Skaczemy! Turlamy sie, Kedwesz, turlu, turlu! Pileczka! Na sznurku!
Leci! Spacerek! Spacerek! Aha, jestesmy na spacerku! Ciacho...!"
Glowe bym dala, ze Pan K trzyma sie wtedy lapami za brzuch
ze smiechu...
Julka
|
| - Dzisiaj dwa razy przylapalam Bantę na tym,
ze lezala na boku i szczekala dla samego szczekania ;)
- Zycze powodzenia. Moja mala Mistusia tez tak zaczynala. Pozniej
musiala miec powod do szczekania. Kiedy miala 4 miesiace i zobaczyla
swiateczna choinke usiadla na przeciwko i szcekala przez 40 minut
- a choinka nic. Teraz szczeka regularnie (nie choinka - Misty),
zawsze od godziny 3 00 do 4 00 nad ranem a potem od 5 00 do 6
00. Zaloze sie ze sasiedzi to uwielbiaja (choc mysle, ze bardziej
przeszkadza im chrapanie mojego meza). Nawet rozmawialam z sasiadami..
Ci ambitni czasem wygladaja zeby sprawdzic czy cos sie nie dzieje.
Ona szczeka chyba tylko po to zeby oznajmic swiatu, ze istnieje.
No ale za to ma we wsi opinie "ostrej suki".
Hanka |
Ja tez nareszcie mam prawdziwego hovawarta
(a wlasciwie hovawartke) chociaz tylko przejsciowo, bo jestem
jej prawnym opiekunem. Mówie prawdziwego, bo wszystko robi jak
nalezy - klamie, kradnie, gryzie i spi z nami w lozku. I oczywiscie
rznie glupa.
Hoover jest w szoku. Zobaczymy co bedzie dalej...
Dorota
|
Kedwesz baaaardzo dlugo nie bawil sie gotowymi
zabawkami ze sklepu, zreszta trudno mu sie dziwic, skoro calymi
dniami kradl po calym domu inne 'zabawki'... W koncu zaskoczylo,
chyba jak dostal od sasiada duzego, zielonego jeza (ukochanego
do dzisiaj), ale bylo to dlugo po czwartym miesiacu zycia. Swoja
droga to ciekawe, bo w stosunku do papierow, gazet, kartonow,
szmat itd. mial zapedy zdecydowanie niszczycielskie: najfajniej
bylo rozszarpac wszystko w drobiazgi i patrzec, jak fruwa, natomiast
wszystkie zabawki gumowe sa zachowane w stanie idealnym. Nawet
jego pierwsza zabawka, gumowy bucik, ktory dostal od swojego taty
na nowa droge zycia, poza tym, ze przestal piszczec (dal Bog...),
jest zupelnie niezniszczony.
Na poczatku nasz dom wygladal jak po przejsciu huraganu: na
podlodze we wszystkich pokojach walaly sie stosy 'zabawek', takich
jak u Banty: stada pojedynczych starych kapci, zmiotki, smietniczki,
kawalki szmat... No i wtedy tez robilam mu zabawki sama, zeby
go troche zajac. Szczegolnie polecam (nadal robie to od czasu
do czasu, chociaz sekretu juz w tym nie ma zadnego) grzechotke.
Biore taka rurke, ktora zostaje po zuzyciu rolki recznika kuchennego
(ewentualnie papieru toaletowego), zawijam z jednego konca, wsypuje
male kawalki ciasteczek albo karmy, zawijam drugi koniec i najpierw
grzechocze psu przed nosem, tak, zeby przebieral lapami w miejscu
i byl pewien, ze jego dalsze zycie nie bedzie mialo najmniejszego
sensu, jesli natychmiast nie dostanie tego do pyska i wreszcie
mu daje. Jak byl maly, to najpierw sie troche bawil i grzechotal
sam sobie, teraz, jak juz wie, ze w srodku sa ciasteczka, to bezceremonialnie
sie do nich dobiera, ale kiedys zabawa byla przednia!
Julka
|
(nowe posłanie)
... nie ludz sie, ze pozostanie dziewicze i nienaruszone: nasze
juz sie troszke nadgryzlo delikatnie mowiac, ale to dlatego, ze
Kedwesz szukal dla niego nowego miejsca i przeciagnal je po calym
domu w poszukiwaniu nowej siedziby, a ze momentami mu sie nie
miescilo w drzwiach, to zdeczka je uszkodzil, zeby sie nie wyglupialo.
No i nie ma mowy o spaniu tam, ale za to bardzo lubi sie tam kokosic
(jak widac na zalaczonych obrazkach) no i jako, ze szybko skumal
czacze, ze tam jest autonomia i teren ambasady i ze nic mu tam
nie grozi, to jak cos ukradnie to pedzi do pontonu. No i znosi
tam co wieksze kostki, ciasteczka i w ogole skarby. I tuli sie
tam slicznie i rozkosznie. No fajny taki ponton jest!
Julka
(pontonowa depresja)
- Nie kupie, nie kupie, nie kupie im nic!!!! Ani pontonu, ani
materaca, ani nawet deski zlamanej!!!!! Wystawilam dzisiaj koszyk
psa Dina z materacykiem na ganek, zeby mu tylek nie marzl, bo
po spacerze moje psy zostaja do wieczora glownie na dworze. Zwlaszcza,
ze ostatnio ranki zimne i z rosa. I co? Po poltorej godziny z
koszyka zostaly drobne drzazgi!!!!! Kocyk wywleczony gdzies na
trawniku. Nie wiem ktory to, ale chyba jakas wspolpraca byla,
bo jeden by nie dal rady takiego tartaku zrobic. A mogli miec
takie piekne pontony....:-((((((
Ania M
- To u mnie Sasza tak zaczela ogryzac buty, ze siadam do komputera
w calych klapkach, a jak wstaje, to mam tylko te czesc na palcach.
Dorota
|
A Banta wczoraj przyszla odwiedzic mnie
w lazience - wylizala mi oczywiscie mokre rece, lokiec, buzie
... i nieopatrznie postawila lapke na dywaniku przy wannie. Lapka,
jak to lapka, zaczela jej odjezdzac.. Banta pochylila sie nad
nia i patrzy - leb z dol, zmarszczki na czole, uszy jak choragwie
do przodu - pies mysli..... A lapka dalej odjezdza.
Postawila wiec druga lapke - teraz jej dwie lapki odjezdzaja,
wiec zmarchy jeszcze wieksze, uszy jeszcze bardziej do przodu
- wciaz mysli, a lebkiem kreci jak sroka. W koncu wymyslila -
i obszczekala dywanik!! ... bidny przestraszyl sie chyba, bo wprawdzie
nie odpowiedzial, ale sie zatrzymal... (na szafce!)... a Banta
bardzo dumna z siebie, z podniesionym ogonem (i z moim kapciem)
wyszla z lazienki. Dzielne te nasze hovki, co? ;-)))
kabanta |
(ZŁA ENERGIA Z KOSMOSU)
- No, widze, ze wczorajszy dzien byl dniem zniszczen. Ja uprzejmie
zamknelam psy (na 3 godz.) wczoraj w domu (bo moze deszczyk bedzie
padal i zmokna) i odwdzieczyly mi sie (a raczej Artemiska, bo
India juz dawno nie gryzie nie swoich rzeczy) :-(
1. Gabka, ktora czekala na pokrowiec i miala byc dla nich - wygryziona
:-( i rozwleczona po calym domu :-(
2. kable, wypakowane z torebki i porozrzucane po calym holu :-(
3. sweter sluzyl chyba jako scierka do podlogi :-(
4. buty (2 razy noszone) - poobgryzane :-(
Pontonu im i tak nie zamierzalam kupic, ale nad tym czy dac im
materace dzieciece (taki mialam plan), zaczelam sie powaznie zastanawiac.
Marzena, niezly pomysl z tymi paletami i starym dywanem. Kupuje
:-)
Edyta
- Moje małe BYLO grzeczne. Do tej pory (6m-cy) koszyk wiklinowy
calutki, nie ruszony, posłanko calutkie. Sporadyczne wpadki typu
złodziejstwo skarpet, czy wyciąganie ubran z kosza na brudną bielizne
- małe przestepstwo. Pogryzione zabawki - ok, konewka - przeboleje,
ALE MOJA FAJOWA CHUSTECZKA NIE!!!!!!! Sa i dobre strony tego incydentu
- mam teraz mase malych chusteczek o roznych ksztaltach i rozmiarach.
Wiem! Wczoraj musiala zadzialac ZLA ENERGIA Z KOAMOSU, bo przeciez
nasze futrzaki sa POUKLADANE i GRZECZNE ;-))). Nie widze innego
wytlumaczenia.
Honorata i Florie
- Ja nie nadazam z pomyslami jakie maja moje psy, te dorosle
rowniez. Wczoraj mloda wilczarzyca albo hovka (podejrzewam te
wieksza) skatowala kolejna wycieraczke lezaca przed tarasem.Malo
tego, zaniosla ja do kojca i ukryla w budzie. Dodam, ze wycieraczka
byla nowka, lezala jakies 4 godziny!!! Nie wspomne faktu, ze codziennie
znosi mi drzewo do kominka na taras, wiec daleko nie musze chodzic.
Sambo i Tasman (3-miesieczne wolfy) nasladuja starsza kolezanke
i przynosza na razie "skromne" patyczki, ale z dnia
na dzien coraz wieksze. Zas Berta jest swietnym aporterem smieci,
znosi je z podworka do domu. Jedyny REKIN, ma chyba funkcje dyrektora
i wszystkim "tylko" nadzoruje. W kazdym razie na pewno
nie mam czasu na nude.
Marzena
- Ja wylozylam cale podworko brukiem drewnianym i Exit znalazł
sobie jedno miejsce gdzie udalo mu sie wygrzebac kostke. Teraz
codziennie na tarasie znajduje nastepny drewniany walec. Ustawiam
je kolo siebie , mam juz ladna kolekcje. Hovy musza cos robic.
Ula
- Hej, bardzo sie ciesze, ze Wasze psy tez niszcza rozne rzeczy,
bo juz myslalam, ze to jest jakas moja tragiczna wina (niewybiegane,
za malo patykow i kosci , itd itp.). Dla ulatwienia dodam, ze
w tym zezartym koszyku Dino spal w domu od kiedy sie u nas pojawil,
czyli pol roku i nic nie zrobil, tzn lekko wymamlal kocyk i jeden
patyk wikliny pogryzl. A jak tylko koszyk wyjechal poza dom -
tartak... Ula piszesz o plastikowym koszu - to taka jakby jajowata
miednica z wykrojonym wejsciem? Morgan uwielbia wlasnie gryzc
taki plastik... pewnie by sie ucieszyl. Oni wszystko demoluja,
co jest na zewnatrz domu, a da sie pogryzc, bo zostaja od wrzesnia
sami na kilka godzin. Nawet 8-9 godzin, niestety, ale takie mam
teraz warunki pracy. Hulaj dusza, piekla nie ma. Wyrywaja nasadzone
drzewka i krzaczki, wlasnie zlikwidowali mi wrzosowisko z miniaturowymi
iglaczkami. Drewno kominkowe mam w calym ogrodzie. Jak znajda
worek foliowy - dra na strzepy. Ten patent z europaleta pokryta
wykladzina to zaraz wciele w zycie, ale bedziemy musieli jakas
listwa metalowa zabezpieczyc brzegi, zeby nie daly rady napoczac
zadnego koniuszka. Bo napoczety koniuszek, to.... demolka gwarantowana;-)))
Ania
- no wlasnie ta energia do nas na Mokotow tez dotarla... A juz
chcialam napisac, ze te wszystkie katastrofy z rozniesionym drewnem,
pozartymi lozkami, wyzartymi kolkami brukowymi dotycza tylko tych,
ktorzy maja tarasy, i ze to moze nie wina psow tylko tych tarasow
;-))) Ale niestety ta teoria nie wypalila - w moim mieszkaniu
zalągł sie psi mól i wyzarl dywanik w lazience, obrabal dywan
w pokoju, a ostatnie ulotki i gazety dokladnie rozdrobnil ;) ...
kupie sobie spray na mole! ABanta przeciez taka grzeczna!!
kabanta
- A Baja z Jamalem przeszli sami siebie! Ja pojechalam kupic
im takie ladne obroze na szkolenia, a oni w tym czasie sciagneli
moj plecak z szafy (takiej co ma ok 160cm) i zjedli portfel, zawartosc
portfela i kawalek plecaka!!! A wszystko dlatego, ze szukali saszetki
ze smaczkami!
Kasia g |
Wczoraj zadzwonili do nas wlasciciele Browni
i zapytali czy jezeli Browni była szczepiona p/wsciekliznie i
zostala ugryziona przez bezpańskiego psa to trzeba ja jakos prewencyjnie
leczyc. Od slowa do slowa dowiedzieliśmy co się stalo:
Anita szla z Hubertem i Browni do domu w ich wsi. Nagle Anite
zaatakowaly dwa bezpańskie psy jeden w typie wilczura a drugi
mniejszy i ... Browni nie dopuściła do tego i zaczela kotłować
się z "wilczurem" a gdy zaczal ja atakowac ten drugi
i zaczeli zbyt niebezpiecznie zbliżać się do Hubcia i Anity, to
odciągnęła je na bok aby mogli uciec. Chyba zreszta dala im rade,
niestety ma mala ranke ale nie grozna.
Boze jak jestesmy z niej dumni (zreszta oni tez) az mi się
lezka nawet dzis w oku kreci
Radek
(...Ciezko bronic psa jak się jest w 8 miesiacu ciazy i z dwulatkiem
przy sobie. Aga) |
|
powrót |
|