anegdoty - wychowanie i szkolenie
... Pan K tez byl intensywnie socjalizowany
w szczeniectwie (jak byl juz u nas). Do dzisiaj mam w oczach scene,
jak taki najslodszy w swiecie, maly tlusty hovawrat siedzi pod
Ikea i podaje wszystkim, ktorzy sie do niego zblizaja, lape...
Eh...
Julka |
Hovki z przychodzeniem nie mają najmniejszego
problemu. Z Labradorem czy Goldenem jest o wiele trudniej. Ja
zreszta wołam tylko raz, a potem odwracam się i odchodzę. Po chwili
WSZYSTKIE pięć psów jest przy mnie.
Nauczyłam się tego w dzieciństwie - miałam wtedy bardzo agresywną
mieszanke foksteriera, ktory gryzł sie z każdym napotkanym psem.
Kiedy próbowałam interweniować i mnie sie obrywało. A wiec potem
jak tylko widziałam burzę na horyzoncie wołałam i dawałam w długą.
Po chwili, pies zawsze leciał za mną.
A potem tak samo robiłam z dziećmi. Kiedy nie chciały przerwać
doskonałej zabawy w piaskownicy, żeby iśc na obiad, zbierałam
swoje zabawki i po prostu odchodziłam. (chowałam się gdzieś) Najwyżej
po pieciu minutach dzieci szukały mamy.
Dorota |
Rosinie na ostatni spacer wzięlam naleśnika.
Lubię miec co nieco w kieszeni kiedy ją przywołuję. Spacer był
porażką - ani kupy ani siku. Rosine przyklejona do naleśnika stawał
na uszach, na ogonie, robiła siad i waruj w powietrzu równocześnie.
Madzia |
.. dokonalam na Saszce aktu agresji! Saszka
jak kazdy szczeniak pozera wszystko co znajdzie. Chodzac z nia
na spacery ( z porzednimi psami tez tak bylo, ale wyrosly) mam
wrazenie, ze przede mna szedl ktos, kto mial worek kosci i starych
kielbas i sypal wszedzie gdzie sie da.
No i kiedy Saszka zlapala taka kosc, ja do niej z frolikiem
daj, daj, wymianka. Ona oczywiscie pozerala szybko kosc i przychodzila
po frolika. Czyli uznala, ze dostaje nagrode za jedzenie kosci.
W koncu nie wytrzymalam, zakradlam sie po cichu z tylu jak zarla,
wpralam w pysk, krzyczac FE! Od tej pory, kiedy krzykne Fe! Sasza
puszcza zdobycz i przychodzi po frolika. Malo odkrywcze, co?
Na swoje usprawiedliwienie dodam, ze poniewaz Sazka nie jest
moim psem, wiec jestem szczegolnie wrazliwa na wszystkie niebezpieczensta
jakie moga jej grozic, wiec od razu wyobrazam sobie, ze to kosc
zatruta albo ze sie nia udlawi.
Dorota
|
- Moja totalnie rozkojarzona, ciagnaca
sie na smyczy psica, nie zwracajaca uwagi na coraz dluzsze rece
panci, odporna na wiedze w dziedzinie zachowan na ulicy itd. dzisiaj
wykonala najpiekniejsze "rownaj"! Pisze to z lezka w
oku, bo obawiam sie, ze nigdy juz moje oczy nie ujrza niczego
podobnego...
A bylo tak: Postanowilam dzisiaj nie wierzyc sloncu i wychodzac
na popoludniowy spacer wzielam rekawiczki. Po godzinie ganiania
psa po polach uznalam, ze pora wracac (nosa juz nie czulam, a
sadzac po minach wspolstojacych, byl on w kolorze sliwki wegierki,
co w polaczeniu z plamami na twarzy tworzylo na pewno widok niezapomniany).
Zawolalam wiec Bante i ZALOZYLAM MOJE CUDOWNE, MAGICZNE SZCZESLIWE
REKAWICZKI! (swoja droga wlasnie zaczelam sie zastanawiac, dlaczego
nie zalozylam ich wczesniej??) Pies oszalal - oczy jej sie zaswiecily,
zaczela skakac, wariowac, zachwycac sie nowymi zabawkami (bo przeciez
co innego moglaby miec pancia na rekach, jak nie zabawki?!)
... W koncu, gdy narzucilam tempo marszu (w stylu 'rozgrzewajacym'),
moja CUDOWNA PSICA zaczela isc obok mnie - po lewej stronie, majac
lopatki rowno ze mna, nie spuszczajac mnie z oczu, leciutenkim
dlugim krokiem... nie wyobrazacie sobie jaki to byl piekny widok.
Ehhh :-)))
Ja wprawdzie rece mialam zlozone na piersiach, zeby nie kusic
losu i nie stracic rekawiczek;) - ale Banta wytrzymala tak prawie
do samego domu (szybkim marszem z pol
mokotowskich idzie sie jakies 30-35 min!). Oczywiscie glupia pancia
dopiero po 10 minutach skojarzyla, ze mozna to zachowanie wykorzystac
do nauki i zaczela powtarzac co trzeba i dawac smaczki, ale to
co zobaczylam bede sobie przed snem przypominac ;)
A moze zaczne szkolic ja na rekawiczke? ;-)))
kabanta
- Z tego co wiem, to linia z ktorej pochodzi Banta ma powazne
problemy z chodzeniem na smyczy. To znaczy trzeba oczywiscie dzialc,
ale tak naprawde to duzo zrobic sie nie da. Przegwizdane. Bo na
przyklad juz Saszka jest znacznie lepsza pod tym wzgledem i rokuje
a Hoovra dwa lata tego uczylam i dalej robi za parowoz. No chyba,
ze wraca zmeczony ze spaceru. Ale oczywiscie poddawac sie nie
mozna. Ostatecznie jej ciocia Dolly (siostra Darsy i Huvra) prowadzi
niewidomego - zawsze twierdze, ze to musi byc najszybciej latajacy
niewidomy w Paryzu.
Dorota |
| - No wiec klikam. Od soboty juz cwiczylam
dwa razy, po jakies kilka minut. Wiem, ze to malo, ale lepszy rydz
itd. Tylko nie target, a koziolek, bo jednak do targetu musze wymyslic
cos innego, bo lyzka drewniana jest zbyt atrakcyjna.
Klikam i po prostu oczom nie wierze. Tak jak Ania Sz mi zalecila
- kozilek poszedl na ziemie. Przy pierwszej sesji pies zaczal
popychac juz koziolek lapa albo nosem, bo wiedzial, ze cos z tego
wyniknie po moich wczesniejszych samodzielnych kombinacjach. To
wszystko dzialo sie jak na przyspieszonym filmie, wiec pod koniec
klikalam juz tylko szturchanie nosem, bo nie chce zeby "aportowal"
lapa. Wiem, ze to za szybko, ale MOrgan mnie zszokowal. A dzisiaj
juz tylko klikalam popychanie nosem - tak fajnie turlal po lodzie,
az w pewnym momencie odrobine wyczekalam i zaczal otwierac pysk,
wiec klikalam kilka razy otwieranie pyska. No i on sam podniosl
ten koziolek !!!!
I spojrzal na mnie!!!!
... to idzie za szybko. Czy mam klikac nadal tylko otwieranie
pyska, czy jak on juz sam ten koziolek bierze, to juz tylko jak
bierze?
Boze, moj pies mnie przerasta!!! A to dopiero poczatek ;-))))))
Ania M w glebokim szoku |
Mozna sie pochwalic? Bo ja mam jednego
Dzikusa do chwalenia!
Moze pamietacie, ze od jakiegos czasu walcze z posesyjnoscia
Pana K. No i dawno nie donosilam, jak nam idzie. A idzie nam super
(moim zdaniem of course).
Przede wszystkim odczarowalismy zabawki i Pan K powoli zaczyna
rozumiec, ze fajnie jest miec zabawke, ale fajnie tez jest mi
ja oddac, zebym rzucila i zeby bylo za czym biegac. Zaznaczam,
ze na razie ten sukces mamy w domu, w ogrodzie nadal "aport"
konczy sie tym, ze szczesliwy Kedwesz z zabawka w pysku biegnie
do jednej ze swoich baz i tam upaja sie posiadaniem. Ale cicho,
do tego jeszcze dojdziemy, w koncu mialam sie chwalic, a nie marudzic.
No wiec kiedy zaczynamy sie czyms bawic, ja odwracam glowe,
tak, zeby na niego nie patrzec i wyciagam przed siebie rozlozone
dlonie, zlozone razem w taka jakby tace. I czekam. I coraz czesciej
Kedwesz podchodzi do mnie i wklada mi zabawke do tych rak - na
razie tak na probe, na sekundeczke, po chwili zabiera, ale juz
wie, ze zabawka nie zniknie w klebie dymu, kiedy dotknie moich
rak. Czasami zaciskam zabawke w dloni i momentalnie mu rzucam,
zeby mu sie skojarzylo, ze jak mam cos w rece, to to zaraz poleci
i bedzie fajnie. I robi w ogole cos bardzo smiesznego: jako, ze
jeszcze nie jest gotowy po prostu przyjsc i dac mi te zabawke,
ale chcialby mimo wszystko, zebym ja miala i rzucila, to bierze
te zalozmy pileczke w przednie zabki tak, zeby jak najwiekszy
kawalek sterczal na zewnatrz i krazy wokol mnie i prosi oczami
"Zabierz mi, zabierz i rzuc! Moze kiedys sam ci dam, ale
na razie nie moge wiec, zabierz, no zabierz, zobacz, jak ci wygodnie
zrobilem i prawie nie jest usliniona...". Z tego sie ciesze
najbardziej!
Poza tym jak K ma cos w pysku, to moge go glaskac blisko pyska
i nie zrywa sie i nie ucieka jak do tej pory. Poza tym w ogrodzie,
jak ma cos bardzo fajnego, to moge kucnac obok i zblizac rece
do pyska, ale robie to tak, ze pokazuje mu, ze mam w dloni smaczek,
zaciskam piesc i jezdze nia po trawie i w pewnym momencie wypuszczam
i on sobie szuka - staram sie, zeby zblizajaca sie reka dobrze
sie kojarzyla.
Poza tym, jak cos upadnie na ziemie, to nie leci, zeby sie
na to rzucic i bronic dostepu, cokolwiek by to bylo. Cala sprawe
ulatwia fakt, ze zdecydowanie mniej kradnie i to, ze w koncu za
rada Marii udalo mi sie stworzyc zabawke-fetysz, ktora jest niesamowita
atrakcja, wiec uzywam jej zawsze, kiedy trzeba mu cos odebrac,
bo oczywiscie nadal unikam bezposredniego zabierania. Ale juz
wiele rzeczy mozna mu zabrac z pyska na poczekaniu, szczegolnie
sterczacych - dlugopisy, olowki, drewniana lyzke... Nie wiem,
jak to sie dzieje, ale widze, kiedy moge mu zabrac, a kiedy cos
jest dla niego supercennym lupem.
A poza tym od wczoraj (ale wczoraj byl falstart, z ktorego na
szczescie wybawila mnie Ola), wiec wlasciwie od dzisiaj jestesmy
klikerowcami!!! Z wielkim apetytem na te metode, z kolosalnymi
nadziejami i z trudem trzymana w ryzach moja niecierpliwoscia...
A poza tym poza tym poza tym, cwiczymi chodzenie w halti i wiecie
kto odkryl Ameryke? Ja! Okazalo sie, ze wystarczy miec parowke
albo kielbaske a nie jakies tam psie ciasteczko i pies chodzi
przy nodze na luznej smyczy i kontaktuje! A wiecie, kto odkryl
Australie, czy co tam jeszcze jest do odkrycia? Ja! Bo okazalo
sie, ze latwiej jest cwiczyc chodzenie na luznej smyczy w domu
niz na lace! Powiedzielibyscie? Trzeba byc naprawde takim kretynem
jak ja, zeby po przeczytaniu o tym trzy milony razy w tysiacu
zrodel zdziwic sie tak rozkosznie, ze tak jest naprawde lepiej...
Julka |
(jak oduczyc psa skakania i in. - czyli
ŚCIERYZM :))
- ...Basza tez tak wysoko skacze - a do tego Kasia ja nauczyla
dawac buzi wiec oblize polowe twarzy w locie. Sprytna nie? Z metod
na skakanie niejskuteczniejsze jest przytrzymanie wyciszenie.
Ale do tego trzeba mieć albo pomocnika , ktory przetrzyma pieska...albo
swietny reflex!
U mnie najlepsza metoda na skakanie byloby niegodzenie sie na
to niektorych czlonkow rodziny + odwiedzajacych!
Fi
- Nie tylko u Ciebie... Ja po prostu blagam (niedlugo zaczne
na kolanach) ludzi przychodzacych do mnie, jeszcze za furtka,
zeby olali psa, to zaraz przestanie skakac. Zeby go nie glaskali,
nie mowili nic do niego, a on za chwile sie uspokoi i beda mogli
sie z nim witac. No i wyglada to tak: "Piesku, no nie skacz,
czemu skaczesz, odejdz, bo ja mam na ciebie nie zwracac uwagi,
no taki sliczny jestes, tylko czemu skaczesz, no tak, pamietam,
nie patrze na ciebie, sliczny pieseczku, nie zwracam na ciebie
uwagi, tylko nie skacz...".
Ale dzisiaj byl moj ulubiony mechanik, ktory Kedwesza pieknie
ignoruje i Pan K sie zachowywal jak aniol, warowal i wstawal jak
w transie z mechanikiem walacym w piec tuz za jego plecami. Bylismy
tylko ja, Kedves i serdelek...
Julka
- Ignorowanie też przerabialiśmy. Ale jak ona skacze do twarzy,
to to jest odruch, a na plecy osoby wchodzacej tez skacze. Julka
moze potwierdzic.
Beata
- Hehe, potwierdzam! Przez jakis czas mialam z tylu ramienia
dwa piekne, rodzinne siniaki: jeden po Kodzie, drugi po Kedweszu.
Julka
- ..... zycie byloby zbyt piekne zeby takie metody dzialaly.
Beata
- A sciera próbowalas?
Dorota
- Jejku jaka sciera?????
- Normalna, taka z kuchni.
Dorota
- Dorota, moglabys w skrocie napisac szybki, doslownie podstawowy
kurs zastosowania sciery? Ciekawi mnie ta czesc praktyczna...
karolina
- Dorota jeśli efektem tej metody jest zachowanie Hoovera na
spacerze o 21 nad jeziorkiem to ja w to wchodze w ciemno i też
poprosze o szczegolowy instruktarz. Sciere juz mam.
Beata
- Sciere w sensie fizycznym tak naprawde stosowalam, kiedy Hoover
upomniany tysiac razy, z uporem maniaka, siedzial z lbem w kuble
do smieci. Dopiero, kiedy oberwal sciera dotarl do niego gleboki
sens mojej komendy. Teraz wystarczy, ze biore sciere i rezygnuje
z deseru. Ale wiem ze czesto hovek bywa uparty i rozne sztuczki
sie nie sprawdzaja albo dzialaja tylko na chwile, a poniewaz czlowiek
tez ma swoja wytrzymalosc i czasem sie wkurza, wiec zauwazylam,
ze dopiero jak powiem naprawde ostro, i jeszcze przytrzymam za
obroze, dopiero do psan dociera o co chodzi.
No wiec w naszym przypadku czasem uciekalismy sie do takich
prymitywnych metod.
... ja trzepalam nia psu nad glowa, albo po glowie.
Dorota
- Dorota, popieram, sciera czesto zdaje egzamin raz na zawsze!!!
M
- Sciery nie polecam :-) choc moze czasem skuteczna jest (nas
chwile:-Dorota, a co jak nie masz sciery pod reka? :-) Apropos:
nie musisz nosic klikera, mozesz wyrobic sobie jakies niepowtarzalne
slowo na to, zeby zaznaczyc ten moment, gdy pies zrobi cos dobrze.
Uzywasz go Tylko wtedy I juz :-)
Edyta
- Moze to byc np. slowo "sciera"
Julka
- Kliker sie dla mnie nie nadaje, bo po pierwsze, zawsze mam
wszystkie rece zajete przez smycze, po drugie nigdy nie malabym
go pod reka i wpadka wychowawcza gotowa. Pasztet jest super, ale
zanim sie otworzy... i no i te rece wypackane pasztetem... A poza
tym jestem blondynka, wiec make everything straight...
Dorota
- A u nas ta metoda nie przejdzie. U nas juz nie ma scierek
w kuchni.
Ewa |
- Sluchajcie zlamalam mojemu hovawartowi
jego delikatna psychike!
Hoover nigdy nie chcial wchodzic do nas do lozka, (mimo moich
wielokrotnych nalegan). A od kilku dni wskauje do mnie, jak tylko
sie poloze, przytula i mowi "czasem ja tez jestem taki malutki..."
W ogole nie wiedzialam o co chodzi, az wczoraj odkrylismy!
Wieczorem przed zgaszeniem swiatla Marcin lata po pokoju ze
sciera i tlucze komary a Huvru jest tak przestraszony, ze przychodzi
do lozka zeby sie pocieszyc. No i Marcin mowi "widzisz, co
zrobilas z psem?"
D |
- ..... tylko wolalabym, zeby moj kliker
byl caly niebieski... Myslicie, ze to bedzie snobizm, jesli poszukam
gdzies ladniejszych modeli klikera...?"
Julka
- Alez skad! Moze nawet znajdziesz jakis obszyty pluszem? Uderzaj
do hurtowni Ara!
Ania
- Mysle, ze taki obszyty pluszem moglby byc nadmierna pokusa
dla mojego psa i K stalby sie psem stuperocentowo klikerowym,
gdyby go pozarl i polknal... Wczoraj tylko cudem uratowalam moje
nowe, sliczne jesienne paputki, ktore maja pomponiki. Matko, w
Kedwesza wstapil czteromiesieczny Dzikus, kiedy ujrzal te pompony.
Oczy mu sie zaswiecily i jednym skokiem rzucil mi sie na nogi.
Jednego zlapal do pyska, drugiego trzymal lapa, uciekalam w poplochu
z psem dyndajacym mi sie u stop. Teraz to juz nie wiem, gdzie
bede chodzic w moich slicznych paputkach...
Julka |
- Pochwale sie 'przy okazji'. Wczoraj drastycznie
przyspieszylam Artemiske. Jak zwykle sprawdzonym sposobem - pewien
jez mial w tym swoj udzial :-)
Cwiczylysmy krotko przed 24.00 (wczoraj rozpoczelysmy szkolenie
nocne :-) India latala gdzies w ciemnosciach, a mnie wzielo na
aport :-) Kladlam aport kilka krokow od Arte i dawalam komende.
Za kazdy dobrze wykonany aport, bylo zarcie i rzut jezem. O rany,
ale pedzila :-))
I pomyslec, ze na porannym treningu 'nakrzyczala na mnie' gdy
po raz trzeci poprosilam ja o aport :-)) Pozdrawiam wszystkich
zmagajacych sie z aportem :-))
Edyta |
- Ten pies mnie rozzbraja codziennie, co
godzine, prawie w kazdej sytuacji. Dzisiaj przed poludniem sobie
sprzatalam. Na dachu pracowali dekarze, chodzili po korytarzu,
wiec zamnkelam sie z moim draniem w mieszkaniu i przystapilam
do odkurzania podlogi. Jako, ze odkurzacz sam w sobie wywoluje
u Bojara duze emocje, objawiajace sie szczekaniem i checia pozarcia
rury i kalbla, napelnilam kieszenie karma, zeby troche psa barowac
i oczywiscie zeby moc w jako takim spokoju odkurzac ;-). Zalaczylam
odkurzacz, odkurzam sobie, odkurzam, sprzatam z podlogi plastikowe
butelki, poszarpane kartony, kubeczki po jogurtach, skarby przytargane
nie wiadomo skad, od czasu do czasu podkarmiajac psa, kazac mu
siadac, prosic, zdychac, warowac, zostawac.
Pies lazil za mna jakby go ktos kropelka przykleil. Oczywiscie
nie obylo sie bez jego dowcipow typu: jak na mnie nie bedziesz
zwracac uwagi to cie do tego zmusze, gryzac odkurzacz oczywiscie.
Ale bylam nieugieta, za gryzienie nie dostawal nic. Wiec jakos
nam szlo. Przeszlismy do kolejnego pokoiku, tego z biurkiem i
z pontonem. Odkurzajac ponton zauwazylam (no bo jak moglam nie
zauwazyc ;)), ze Bojar zaczyna sie juz nudzic i podszczypywac
mnie w... no wiadomo w co. Wiec kazalam mu sie polozyc na pontonie.
Dalam smaczka i kazalam zostac. Od czasu do czasu rzucalam mu
tam kulke karmy. Zaczelam zbierac skarby z podlogi, wsrod ktorych
znajdowala sie szmatka, ktora wykorzystywalam kiedys do nauki
podejmowania przedmiotow (niehybnie ukradziona z plecaczka w lazience).
Postanowilam dorzucic szmatke na poleczke kolo pontonu, do reszty
jego skarbow. Rzucilam i zajelam sie odkurzaniem.
Nagle po jakims czasie katem oka zauwazylam cos dziwnego. Odwrocilam
sie i co widze? Moj pies lezy dumny na pontonie, szmatke trzyma
w pysku i czeka, jakby chcial powiedziec: "Daj nagrode! Patrz,
jak ladnie podjalem szmatke. Siedze tu juz pare minut. Patrz,
jaki jestem dzielny i grzeczny. No, daj nagrode, plizzz!".
Rozczulil mnie strasznie. Oczywiscie dalam smaczka i znowu polozylam
szmatke na poleczke. Bojar znowu podjal. I zaczela sie nowa jakosc
naszego sprzatania. Ja odkurzalam, a Bojar lazil za mna ze szmatka
w pysku, siadal na przeciw, oddawal, siadal przy nodze, przynosil,
siadal, lazil. Upierdliwy strasznie, ale jednoczesnie strasznie
kochany. W koncu skonczyly sie smaczki, odebralam szmatke, poklepalam
psa, wyczochralam, powiedzialam: "Luz" i kazalam sie
napic wody. Mysle, ze dzisiejsze barowanie odkurzacza bylo calkiem
udane.
Ewa |
( O tym jak Bojar mankiety gryzie:)
- Siedze sobie wlasnie przy komputerze, przy pasku saszetka, w
saszetce karma, ktora Bojar, o dziwo, bardzo lubi i staram sie
spalic miske. Od czasu do czasu odchodze od komputera, robimy
kilka siadow i znowu wracam. Minelo jakies 10 minut spalania,
gdy zauwazylam pewna prawidlowosc. Bojar podchodzi od czasu do
czasu, traca nosem w lokiec. Na moj brak reakcji lapie mnie za
mankiet (a w mankiecie mam nadgarstek). Wtedy ja mowie: "Nie",
on puszcza, ja mowie "Siad", Bojar zalicza zarcie. Cos
mi sie ta prawidlowosc dziwna wydawac zaczela po tym, jak zauwazylam
po pewnym czasie, ze Bojar podchodzi, juz nie traca tylko o razu
lapie za nadgarstek, nie czeka na "Nie-Siad" tylko od
razu siada. Hmm.... wytresowal mnie! I to w tak krotkim czsie!
Lajza jedna.
Zmienilam taktyke. Bojar podchodzi, lapie za mankiet, ja bez
slowa wychodze na korytarz,
zamykam drzwi, wracam po chwili, mowie "Siad" - Bojar
zalicza smaczek. Zgadnijcie jaki byl efekt! No dobra, nie bede
was meczyc. W efektcie uzyskalam ciag zachowan: Bojar podchodzi,
lapie za mankiet a potem idzie do drzwi i czeka az za nimi znikne.
Potem czeka az wroce i sam siada w oczekiwaniu na smaczek. Niby
fajnie i smiesznie nawet, tylko kurka wodna, gdzie w tym wszystkim
jest ta "eliminacja lapania za reke"? Mysle, tory myslowe
moje i mojego psa ida nieco innymi sciezkami. No dobrze, dobrze...
wiem, ze powinnam zareagowac zanim psisko zlapie za rekaw, ale...
ale w gruncie rzeczy strasznie
mi sie to jego cwaniactwo podoba ;-))))
Ewa |
Banta przez ten snieg oduczyla sie nawet
przynosic pileczke (co z wielkim bolem udalo nam sie w koncu troche
opanowac - nie jest zainteresowana aportem). Niestety wpadlam
na pomysl, ze moge jej rzucac piguly albo kawalki lodu, za ktorymi
przez dluzszy czas z uwielbieniem ganiala ... Wygladalo to tak,
ze rzucalam jej w jedna strone, ona leciala a potem zawracala
nie czekajac na mnie, zebym jej rzucila w druga - niestety gdy
przestawalam, ona tez konczyla biegi ;) ...
Za to wczoraj nauczyla mnie nowej zabawy!!! Wyszlysmy na podworko,
rozejrzalam sie czy nikt nie idzie, i rzucam... obejrzala sie,
i owszem, zrobila dwa kroki i stoi. Rzucilam w druga strone, rzucilam
blizej, Banta patrzy... i stoi. W koncu rzucilam w jej strone,
zlapala w pysio i pochylila leb okazujac wieksze zainteresowanie!
Rzucilam pare razy i okazalo sie, ze chodzilo o wysokie rzucanie,
zeby mogla troche poskakac, ale nie biegac - musialo byc precyzyjnie
rzucone nad nia - wtedy bylam nagradzana zachwytem w oczach :-))))
Jestem pojetnym uczniem, nauczylam sie bez klikania. A Banta
dobrym nauczycielem, nauczyla mnie metoda pozytywna :-))))
kabanta
- To ja i lyzka dziegciu: wklejam z forum klubowego to, co napisala
kiedys Maria a propos frisbee, wlasnie z tego powodu musialam
zabrac Pana K spod drzewa, na ktorym uwiazl talerz:
"Uwaga, uwaga - hovek jest psem bardzo skocznym i na swoja
wielkosc zwinnym, ale nie zapominajcie, ze jest dlugi i ciezki.
Wiec uwaga na skoki. Zwlaszcza te 'w gore'. jak rzucacie pilke,
patyk czy frisby to rzucajcie plasko i w dal, a nie w gore. Zaoszczedzicie
wtedy swemu psu b.duzych i niebezpiecznych obciazen kregoslupa
i stawow tylnych konczyn. A mlode psiaki wogole nie powinny skakac.
W agility wystarczy 30-40cm. Zreszta dorosle psy tez powinny zaczynac
na niskich przeszkodach, zeby nabrac predkosci. Potem jak juz
zlapia rytm nie bedzie najmniejszych problemow z wieksza wysokoscia.
"
Julka |
(agility)
- Ewa, czy mozesz uchylic rabka tajemnicy, jak wyglada Wasze domowe
agility i jakim cudem Bojar przyfasolil Ci w oko? W pozycji mostka
udawalas przeszkode i zamiast przeskoczyc, to Bojar wpadl od spodu...?
Ale dobrze, ze Ci nie potrzaskaly kosci, mam nadzieje, ze szybko
sie z siniakiem uporasz. A moze zalozymy nowy watek: "Ostry
dyzur"? Ja moge ze swojej strony dolozyc jakims cudem niezlamany
nadgarstek, ktory sama sobie odgielam do normalnej pozycji, bo
wygiety w druga strone (paznokciami w strone lokcia) wygladal
zbyt przerazajaco. Kedwesz biegal po ogrodzie ze swoim pieskiem
w pysku i wpadl na mnie z ogromna predkoscia, wybil do gory i
kiedy upadalam na beton podparlam sie nadgarstkiem. Boli do dzisiaj.
I jeszcze wybity palec zaplatany w smycz, na ktorej Kedwesz sie
szarpal.
Julka
- To nasze domowe agility to nasza slodka tajemnica. A tak naprawde
to po prostu robilismy "hop" na zabawke. Chlopak troche
sie napalil, a ja sie wlasnie jakos tak pechowo pochylilam nad
nim no i stalo sie. Guz dalej sobie siedzi pod okiem i nie chce
zniknac, cigle nieco przeszkadzajac w patrzeniu. Siniak jest ju?
piekny, ale wydaje mi sie, ze jutro bedzie jeszcze ladniejszy.
Az strach pomyslec jaki bylby okazaly gdyby nie torebka z zamrozonym
agrestem, ktora sobie przylozylam zaraz po stuknieciu.
Ty Julka sie nie chwal zwichnietym palcem, bo Bojar i tak w
tej materii jest lepszy od Pana K - Bojar od razu lamie palce
zaplatane w smycz. Przez to wszystko na serdecznym palcu mojej
prawej reki chyba nigdy juz nie zagosci zaden pierscionek. A do
podbitego oka i zlamanego palca od niechcenia dorzuce jeszcze
wybity bark. Chetnych przeszkole w tematach: jak wrzucic piaty
bieg w seicento majac wybity prawy bark; jak zawiezc szamoczacego
sie 25kg psa z rozcieta glowa i powieka majac przy tym 39 stopni
goraczki i prawa reke w gipsie po lokiec; jak zrobic rozliczenie
podatkowe majac do dyspozycji tylko jedno w pelni sprawne oko
i jedna reke (gdyz druga przyciskala akurat do policzka worek
z mrozonym agrestem); jak nie wyc z bolu kiedy pies pieknie wykonuje
warowanie kladac sie na twoim zlamanym palcu; i jak przez 3 miesiace
podawac psu smaczki sztywnymi palcami; oraz jak nie wygladac glupio
idac na spacer z psem z pocerowana morda, ubranym w kolnierz trzymajac
smycz w rece w gipsie.
Ewa |
Z cyklu: rozmowki na gg: "O Agility"
(imiona pozmieniano, wszelkie podobienstwo do osob i zdarzen jest
calkiem przypadkowe:) K: (29-09-2005 0:16)
- a wiesz, jak my dzisiaj szalelismy z K? domowe agility, (wszyscy
przezyli) tunel ze stolikow z Ikei, przeszkoda z kija od szczotki
i na deser slalom miedzy nogami!
B: (29-09-2005 0:16)
a masz siniaka pod okiem? bo jak nie, to wcale nie bylo ostro
K: (29-09-2005 0:18)
no nie mam, nie moge Ci niczym zaimponowac.... |
Z cyklu rozmowiki na gg:: "Rozwazania
na temat szkolenia z wstepem nieco nie na temat"
B: (23-09-2005 21:57)
- K? Arjuzer?
K: (23-09-2005 21:58)
- szjur!
B: (23-09-2005 21:58)
- i tu mnie zatkalo, bo nie wiem co dalej
B: (23-09-2005 21:58)
- moze: hauarju?
K: (23-09-2005 21:58)
- esjumejbino3ajmverihepitudej
B: (23-09-2005 21:59)
- uot?
K:(23-09-2005 21:59)
- es ju mejbi nou aj em veri hepi tudej
B: (23-09-2005 22:00)
- od polowy przeczytalam ale ten poczatek to myslalam, ze po wegiersku
jest
K: (23-09-2005 22:01)
- no dlugosc to takiego przecietnie krotkiego wegierskiego slowa,
to fakt
B (23-09-2005 22:02)
- a ja ci tylko chcialam powiedziec, ze B dzisiaj leb w leb ze
starszym chcialo mu sie cwiczyc
K: (23-09-2005 22:02)
- boze, to jakis dzien litosci dla zdesperowanych pan!
B: (23-09-2005 22:03)
- chyba tak... smaczkow mi braklo i musialam do sklepu przed 9-ta
leciec.
K (23-09-2005 22:04)
- ja mam jedna polke w lodowce pelna serdelkow, zeby miz zadna
niespodzianka przykra nie spotkala
B: (23-09-2005 22:04)
- nakroilam kielbasy, a ten zapracowa3 na cala, jasny gwint. no
to potem jeszcze troche przyszalelismy z zabawka i dalam mu kolacje.
Nie chcialam przedluzac za bardzo, bo jak mam duzo smaczkow to
mnie kusi, zeby jeszcze i jeszcze.
K: (23-09-2005 22:07)
- to jest najgorszy problem w szkoleniu - umiec sobie powiedziec:
basta... |
- Kurcze, zebym ja byla taka systematyczna
w pracy z psem, jak w siedzeniu przed monitorem, tobysmy nawet
te mistrzostwa Niemiec wygrali. ;-))))
Ania M |
|
powrót |
|