anegdoty - hovki i inne zwierzątka
Mam persa (jedna z fajniejszych zabawek
Buffy :)), uroczy kotek o nieziemskiej cierpliwosci do mlodszej
kolezanki, czasem mnie to naprawde zadziwia. na poczatku bylo
dokladnie tak samo jak pisala Ula (mam nadzieje, ze nie przekreciam
autorki? Kot syczal, prychal i robil wszystko, zeby odstraszyc
natretnego szczeniaka. A teraz Buffy podgryza Miłka, ktory lezy
sobie na pleckach, nie protestujac przy tym ani troche. jak sunia
zajmie sie czyms innym, to kot delikatnie poszturchuje ja lapka
w pysk i upomina sie o jeszcze:) ostatnio przy czesaniu Miłka
zauwazylam ze ma kilka miejsc z mocno przezedzona sierscia, to
chyba te "delikatne" zabawy Buffy...
Monika |
Dzisiaj kot przeszedl sam siebie wlazl
do miski Exita z woda i sie kapal, Exit mial mine jakby chcial
powiedziec: "E koles lazienka to jest gdzie indziej".
I aby to udowodnic zaczal lapczywie pic wode. Potem pokaze to
na zdjęciach, bo ja oczywiście nic nie robie, tylko latam z aparatem
za psem i kotem.
Ula |
| Ale jesli juz o kotach, powiem ciekawostke.
Ula, ty chyba czytalas ksiazke o kotach wiec moze mi cos sprobujesz
wyjasnic,albo Dorotka bo ona tak fajnie tlumaczy rozne zachowania.A
mianowicie jak pisalam koty z moim psami zyja w swietnej komitywie.
Wczoraj zbaranialam widzac taki oto widok. Na dole lezaly spiace
wilczarze przy kominku, cale 6 sztuk, w tym jeden Bosfor, ktory
ma zapalenie pecharza (wrocil chory z Litwy). Schodze z gory i
co widze??? Kotka Julka (ta szylkretka) lezy na Bosfora siusiaku
i okolicy pecherza i grzeje go. Zglupialam, bo czasami spi z wilczarzami
ale bardziej przy szyi, a tu w takim miejscu? Ze Bosio nie protestowal
tez sie dziwie. No i w koncu jak ona to wyczaila kiedy lezalo 6
psow? Malo tego,zawsze kladzie sie tylko z wilczarzami podobnymi
umaszczeniem do niej (czyli tricolorowe).Nigdy nie idzie do wilczarza
czarnego, szarego czy rudego? I to juz chyba nie jest przypadek.Slyszalam
ze koty czuja jakies pola magnetyczne, zyly wodne ale wiem o tym
bardzo niewiele. Chetnie bym posluchala jakis opowiesci, choc wiem
ze tu piszemy o hovkach. Ale bardzo mnie intryguja wszelkie zachowania
zwierzat psie, kocie, koni i wzajemnie nawiazane relacje i przyjaznie.
M |
- A u mnie w ralacjach kot-pies nowe wydazenie.
Kot wlazl w poslanie Exita i sobie tam smacznie spi, a Exit chodzi
na paluszkach i nawet nie mysli mu przeszkadzac.
Ula
- koty to maja zdumiewajacy charakter... skad Amper ma pewnosc
ze ujdzie mu zupelnie bezkarnie zajecie poslania takiemu wielkiemu
psu :-)))) ...Moja mala koteczka (3kg) tez to robi!!! zajmuje
psu jego poslanie kladac sie na srodku z mina: teraz ja tu mieszkam!
(a przeciez taki 40kg piesek moglby ja zchrupac na sniadanie...skad
ona wie ze on tego
nie zrobi???)
Gosia
- Bo nie zakladaja z gory, ze bedzie atakowal, gryzl i ogolnie
ze ma zle zamary. To tylko my tak myslimy i dlatego nie mozemy
sie dogadac. A poza tym zwierzeta szanuja sen drugiego i jesli
ktos spi to mu nie przeszkadzaja. (jak my sie kladziemy, nawet
w dzien, to pies zwykle tez sie kladzie, albo cos tam sobie robi
i wcale nam nie przeszkadza.
Moj Conti czesto idzie do Huvra wylizuje mu pysk, oczka itp,
potem zabiera kosc, potem idzie z ta koscia do jego poslania i
sie panoszy. A Hoover ciezko wzdycha, kladzie sie obok i mowi:
mialem poslanko a w nim pyszna kosc, a teraz mam tam jeszcze malego
pieska i nikomu tego nie oddam.
Dorota |
Ja to mam mam psa i kota w jednym... Pan
K wczoraj w nocy zlapal mysz. Co prawda byla to glupia mysz, bo
zlapal ja raz, wypuscil, a ta idiotka po pol godzinie wrocila
do kosza na smieci, gdzie czekala na nia smierc. I chociaz byla
to meczaca i upierdliwa mysz, to serce mi sie kraje, bo slyszalam,
jak ona piszczala, kiedy on sie nia bawil (juz widze to jego 'pac
lapa'...). I najgorsze, ze nic nie moglam zrobic, bo jak tylko
otwieralam drzwi do swojego pokoju, zeby pojsc myszy na ratunek,
to w szparze pojawial sie Pan K z mysza, gotow do wskoczenia na
moje lozko i dokonczenia zabawy tam... Biedna mysza...
... tyle się wycierpiałam jak Pan K dwie noce z rzędu mścił
się za króla Popiela i mordował myszy, a ja przyciskając poduszkę
do uszu starałam się ze wszystkich sił nie słyszeć ich pisku.
On co prawda był święcie przekonany, że to jego małe koleżanki
i że bardzo się cieszą, że moga się pobawić w grzmocenie łapami
z takim ładnym, dużym pieskiem...
Ale ja też, ja też mam hovka na muchy!!!! Śmiesznie było, bo
jak był mały i zaczął zauważać te muchy, to nie miał pomysłu,
jak się do nich dobrać. Próbował przygniatać je pyskiem na szybie,
ale wkrótce nos miał obolały i poobcierany, a muchy nadal latały.
Strasznie się denerwował i frustrował. Aż pewnego dnia, w kuchni,
koło mnie na stole usiadła mucha. Zupełnie odruchowo przywaliłam
w nią ręką. Zobaczył to Kedves, otworzył pysk ze zdumienia, z
uszu poszła para a z sufitu spłynęła na niego łuna oświecenia.
Natychmiast przyuważył na oknie inną muchę i chlast, chlast w
nią łapą! Dopadł, więc następną, na parapecie, chlast, chlast!
I na stole! Był przeszczęśliwy!
Niestety, muszę dodać, iż tą samą metodą wykańcza myszy... Chlast,
chlast...
Chlast.
Julka |
Wiec wczoraj wieczorem ogladalam ostatni
odcinek "Daleko od szosy" (to tak w ramach wprowadzenia).
Kedwesz nie ogladal, ale w sumie nie widzial pierwszych odcinkow,
wiec glupio by bylo zaczynac od ostatniego. A w zwiazku z tym,
ze wszyscy ogladali ostatni odcinek "Daleko od szosy"
(po raz milion tysieczny, ale co tam) a on nie, wiec nudzil sie
okropnie. No i nie oszukujmy sie, przeszkadzal wszystkim w ogladaniu
ostatniego odcinka "Daleko od szosy" (wiem, ze sie powtarzam,
ale na koncu bedzie konkurs: Ktory odcinek jakiego znanego polskiego
serialu ogladala wczoraj rodzina Julki, wiec chce Was dobrze przygotowac).
Tak wiec kiedy Leszek skonczyl swoje technikum i wyszedl za
brame szkoly z Ania i Malym Gruzlikiem, zaczelam sie bawic z Kedweszem,
zeby go zmeczyc przed noca. No i zmeczylismy sie oboje i Kedwesz
zasnal (anegdotka juz nadchodzi!). Zasnal bardzo mocno. I wtedy
obudzila go cma. To nie bylo z jej strony bardzo rozsadne siadac
spiacemu psu na nosie. Spiacy pies zerwal sie jak razony piorunem,
rozkleil zaspane oczy i ujrzal cme, ktora zerwala sie na rowne
nogi w tym samym momencie co on. Mierzyli sie przez chwile wzrokiem,
az Pan K postanowil zakonczyc te znajomosc i zrobic "chap".
No i prawie zrobil, tylko ze byl zbyt zaspany, zeby pamietac o
otwarciu pyska... Cma odbila mu sie od nosa i zawisla w powietrzu
kawalek dalej, bo mam wrazenie, ze to nie byla szczegolnie bystra
cma, ja na jej miejscu rzucilabym sie do pierwszej lepszej zarowki
i skonala w sposob blizszy cmom niz w paszczy Kedwesza, ale ona
wolala poczekac, co bedzie dalej. Kedwesz chcial juz isc spac,
ale katem oka zauwazyl, ze cma nadal wisi mu nad nosem, wiec zrobil
kolejne klap zamknietym pyskiem, a kiedy i ono nic nie dalo, zdenerwowal
sie lekko i zaczal tym zamknietym pyskiem klapac na prawo i lewo.
Cos mu widac nie pasowalo, wiec dodatkowo zaczal marszczyc nos,
az wygladal jak taki pofalowany mokry piasek na plazy, tuz przy
wodzie, albo jak harmonijka. Cudny byl, bo oczy mial nadal koszmarnie
zaspane, nos zrolowany, a ta cma jak durna latala mu caly czas
nad nosem. I on ja gonil i gonil, az w koncu gdzies zniknela.
I wlasnie jak zniknela, to Pan K sie rozbudzil i klapnal piekna,
rozowa, otwarta paszcza. Rychlo w czas, Kedweszku...
Chociaz ja tam sie ciesze, bo mam do ciem ogromny sentyment
i ciesze sie, ze uszla z zyciem. Mam tylko nadzieje, ze piec minut
pozniej nie spolonela w jakiejs lampie, bo to juz by byla zlosliwosc
losu, zniweczyc takie cudowne ocalenie...
Julka
|
Saszka stała się dzisiejszej nocy najbardziej
popularnym psem w okolicy. Podobno tlumy sąsiadów przychodzą zeby
ją zobaczyć i uścisnąć jej łapę!
A było tak: w nocy własciciele zauważyli, że Saszki nie ma
w domu. Zaczęli jej szukać wszędzie, potem złapali laltarki i
razem z robotnikami i reszta swoich hovków szukali jej na okolicznych
polach. Nagle z nad rzeki usłyszeli szczekanie. Poszli tam i zobaczyli
jak Sasza wyciąga z wody tonąca owcę sąsiadów! Wszyscy byli w
szoku. Sąsiedzi przybiegli, podobno plakali całowali Saszkę. Nikt
nie rozumie jak to sie stało , ze ona sama wyszła z domu i pobiegła
ratowac mećkę, chociaż ci ludzie u których mieszka nie mają żadnych
zwierzat gospodarskich i Sasza nie ma z nimi kontaktu!
Dorota |
| Dorota, fajne te swinki :-) Sama startowalam
od swinek (moim pierwszym zwierzatkiem byla swinka, zaraz po tym
jak przynioslam do domu zdechlego kreta i chcialam go trzymac :-))
- to byl taki szantaz rodzicow hihi :-) Edyta |
Wiecie co, ale kicha... Nie wiadomo jak,
dzisiaj ni z gruchy ni z pietruchy Kedves wydostal sie na nasza
uliczke. Wlasciwie skonczyloby sie normalnie, jak zwykle w takich
sytuacjach, kiedy wyslizguje sie np. przez zamykana furtke, gdyby
nie to, ze natychmiast dolaczyl sie do niego Ares, pies z naprzeciwka.
Pies lancuchowy, wielokrotny uciekinier (przelazi przez siatke
jak kot). Dzisiaj to juz jego drugi raz, jak sie zerwal, panstwo
glusi na perswazje...
No i zaczeli sie tak naparzac, matko boska... Jego pan olal
sprawe w ogole sie nie pokazujac, ja wylecialam z tata, moj tata
nie wiedzial, co robic, ja polecialam po wode i zlalam ich obu
woda, na sekunde od siebie odskoczyli, ale nie mial ich kto odciagac.
Jak polecialam po nastepna wode, pojawil sie moj sasiad (ten,
ktoremu kiedys suczka chorowala, opisywalam tutaj) i on odciagnal
Aresa, a moj tata Kedvesa.
Znalezlismy szpare pod siatka, jak dla mnie troche mala, ale
moj sasiad twierdzi, ze dla psa wystarczy. Zakrylismy ja roboczo
galeziami, ale ja nie jestem pewna, czy wylazl tamtedy. Co prawda
ziemia tam byla rozgmerana... Ale boje sie, ze on przeskoczyl
przez plot i ze jak zrobil to raz, to teraz to bedzie robil ciagle.
A ta uliczka chodza dzieci, jezdza na rowerach...
Jestem w ciezkim szoku, ze to sie w ogole stalo, bo on nigdy
w zyciu nie wykazywal zadnych tendencji do uciekania czy przeskakiwania
czegokolwiek! Ten Ares ucieka co jakis czas, gonia sie wzdluz
plotu, ale nawet wtedy nie probowal sie jakos do niego dostac.
Jak dzieci jezdza na roweach, to lata wzdluz plotu, ale tylko
lata, za listonoszem, ktorego nie znosi - to samo. A teraz nic
sie kompletnie na ulicy nie dzialo, cisza, spokoj, nie mam pojecia,
dlaczego przelazl. A co dziwne on sam wygladal na zdziwionego
tym, ze jest po drugiej stronie plotu... Tak jak kiedys, kiedy
skoczyl za mucha i nagle znalazl sie na stole. Byl w ciezkim szoku,
nie wiedzial, jak ma zejsc i skad sie w ogole tam wzial... Ale
jak mozna niechcacy przelezc przez dziure pod siatka???
Przepraszam Was bardzo, ze znowu zawracam nami glowe, ale jestem
przerazona, bo moj chory mozg wygenerowal trzy tysiace katastroficznych
wizji i teraz czuje sie z czterech stron osaczona przez ogrodzenia,
ktore mozna przeskoczyc i pozagryzac ludzi, ktorzy sie po tamtej
stronie znajda... Buuuu. Tak, a wiec to znowu bylismy my, objazdowy
cyrk na kolkach pod nazwa Jak nie urok, to sraczka.
I wiecie co, ja naprawde nie bede juz nigdy chwalic mojego psa,
bo zawsze, zawsze, jak tylko go pochwale, to potem jest jakas
katastrofa... Pierwszy raz na Zjezdzie sie pozarl z Grasem. Ale
wtedy to mlodszy byl, taki dzieciak wiecej... A teraz... Kurde,
no strasznie bylo, a najgorzej, ze gdyby nie ten sasiad, to nie
wiem, jak by sie to skonczylo. Moja mama w dygocie nie mogla sie
ruszyc z miejsca, a moj tata stal i wolal "Kedves, Kedves", ale
nie zdazylam mu zyczyc powodzenia, bo latalam po te wode, ktora
mi jako jedyna przyszla do glowy. Pierwsza zlapalam firmowa z
lodowki, a potem w jakims opetanczym odruchu oszczednosci zaczelam
lac z kranu do butelki, jak glupia... Przypominalo mi sie w biegu,
ze trzeba odciagac napastnika za tylne nogi, no ale balam sie...
Moze gdybym byla jakos ubrana, ale bylam jak zwykle w kostiumie
i czulam sie gola i czulam te zęby na sobie... Jakos w kozuchu
latwiej by to bylo zniesc chyba... No wiec okropne to bylo, trzeslam
sie chyba przez godzine, chociaz na szczescie zadnemu nic sie
nie stalo, tylko troche rudych klakow po uliczce lata. Gdybym
tylko wiedziala, czy przelazl przez te dziure, czy gora przez
plot! Jak przez dziure, to lepiej, zabezpieczy sie dobrze, a innych
(chyba) nie ma. Ale jesli gora... Boje sie, ze bedzie wyskakiwal
na ludzi, ech, w ogole jestem na etapie "wyniesmy sie na Grenlandie,
zamieszkajmy w bunkrze".
I ciekawi mnie, dlaczego dwa lata temu nie zdecydowalam sie
na chichuachua...
Julka
- Cichuachuy sa gorsze. Moja mama ma taka. Ona dopiero dalaby
ci popalic.
Dorota
- E tam, gorsze. Julka sciagnelaby gore od bikini, nakryla napastnikow
i po akcji. Albo wylalaby odrobine drinka z lodem ze swej szklanki,
ktora akurat nosi pewnie caly czas przy takim upale i zalaby ich
na amen. Tylko te male pieski sa strasznie szybkie, trudno trafic...
Ania m |
|
powrót |
|